Czy Kurdowie to sojusznicy USA? Czy D. Trump zrobił dobrze, wycofując wojska USA z Syrii?

Parę dni temu Prezydent Donald Trump podjął decyzję o wycofaniu wojsk USA z terenu Syrii. Czy to dobra decyzja, czy nie?

W jednym z dzienników pojawiła się opinia, że wyjście USA z Syrii to zwycięstwo Rosji. Wielu innych dziennikarzy, specjalistów i powiedzmy szczerze, osób, które nie mają w ogóle pojęcia o czymkolwiek, ale mają dostęp do mediów, krytykowało USA za ten ruch i oskarżało ich o zdradę Kurdów.

Czy Kurdowie to sojusznicy Amerykanów?

Czy zatem wojska USA powinny zostać na miejscu? Czy powinny wspierać Kurdów dalej, a w zamian za to, skonfliktować się z Turcją? Czy Amerykanie zdradzili Kurdów?
Musimy spojrzeć na to, czy Amerykanom w ogóle z Kurdami jest po drodze.

Główny ciężar walki z Państwem Islamskim ponosiły YPG, czyli powszechne kurdyjskie siły samoobrony. Siły YPG są zbrojnym ramieniem Partii Unii Demokratycznej. Partia Unii Demokratycznej jest odłamem Partii Pracujących Kurdystanu PKK, działającym na terenie Syrii. Sama PKK jest zwalczana przez wojsko tureckie.

O co walczy PKK? O stworzenie państwa dla Kurdów. To wiemy. Ale jakie ma być to państwo? Trzeba spojrzeć na założenia programowe Partii Pracujących Kurdystanu.

Kto założył PKK? Członkowie Rewolucyjnego Stowarzyszenia Studentów Ankary i Organizacji Młodzieży Rewolucyjnej. Były to głównie młode osoby, wyznające marksistowsko – leninowskie poglądy. W 1977 roku przyjęto program polityczny „Apocular”, który miał prowadzić do budowy niepodległego państwa marksistowsko – leninowskiego.

Kto był wzorem dla PKK? Việt Cộng…

Dzisiaj mówi się tylko o tym, że Kurdowie walczą o swoje państwo. Bo takie słowa doskonale działają w przestrzeni publicznej. Zwłaszcza na nas, bo my też nie mieliśmy swojego państwa przez 123 lata. Ale o tym, jakie miałoby to być państwo już się nie mówi.

Niektórzy publicyści posunęli się do napisania słów o tym, że rzekoma „zdrada” Kurdów przez USA będzie miała ogromny wpływ na postrzeganie USA i na ich wywiązywanie się z pomocy sojusznikom w razie konfliktu.

Czy celem USA miałoby być wspieranie nowego, socjalistycznego państwa na mapie świata? Kolejnej Wenezueli i Kuby? USA wolały postawić na Turków, co jest zresztą oczywiste. To oni są sojusznikami w NATO, z którymi USA łączą odpowiednie umowy. Być może na zgodę Turcy postanowili zakupić w USA system przeciwlotniczy Patriot.

Photo by Kurdishstruggle on Visualhunt.com / CC BY

YPG – wróg mojego wroga, ale nie mój przyjaciel

Czy zatem Amerykanie zdradzili sojusznika? Nie, YPG nie było ich prawdziwym sojusznikiem, jedynie „wrogiem wspólnego wroga”. I opłacało się ich wesprzeć, żeby ich rękoma z tym wrogiem wygrać.

Skądś to znamy z przeszłości? Oczywiście. Doskonałym przykładem jest Afganistan. Pierwszy raz Amerykanie wykorzystali Mudżahedinów do walki z ZSRR. Drugi raz afgański „Sojusz Północny” do walki z Talibami.

Wyrwać Syrię z rąk Władymira Putina!

Syria pozostanie w rosyjskiej strefie wpływów. Żeby ją z niej wyciągnąć. USA musiałoby stoczyć kolejną krwawą wojnę, tym razem z rządowymi siłami syryjskimi. Armią może mocno przetrzebioną i słabo wyposażoną, ale już zaprawioną w bojach z krwawym wrogiem. Z wrogiem, który nie miał litości dla jeńców. Wojna z pewnością rozciągnęłaby się na Iran, bo na terenie Syrii znajdują się oddziały irańskich Strażników rewolucji.

Do tego, kto wie, czy nie przeobraziłaby się w III Wojnę Światową, skoro na miejscu są nieliczne wojska rosyjskie. Nie mówimy to o najemnikach, ale chociażby o pilotach i obsłudze bazy lotniczej. Co mieliby zrobić Amerykanie, gdyby na ich pozycje uderzyły rosyjskie śmigłowce bojowe? Czym zakończyłoby się zestrzelenie takiego śmigłowca przez wojska amerykańskie?

Nawet, gdyby do tego nie doszło, armia USA z pewnością poradziłaby sobie z armią Iranu i Syrii. Tylko co dalej? Ile tysięcy żołnierzy musiałoby okupować dwa duże i wrogie kraje? Ile tysięcy partyzantów i terrorystów walczyłoby z Amerykanami na podbitych ziemiach? Ilu cywilów by ginęło każdego dnia?
Jaki byłby cel takiej okupacji dla USA? Wprowadzenia tam demokracji? Jakim kosztem? Tysięcy zabitych amerykańskich żołnierzy i setek miliardów dolarów? W Iraku przez tyle lat nie udało się zaprowadzić spokoju. Telewizje europejskie rzadko wspominają o krwawych zamachach w Iraku, w których giną dziesiątki niewinnych cywilów, policjantów i żołnierzy.

Photo by Kurdishstruggle on Visualhunt.com / CC BY

Czy pozostawienie Syrii w rękach Władymira Putina wzmocni Rosję? Rosjanie będą mieć bazę lotniczą i morską nad Morzem Śródziemnym. I na tym koniec. Minie kilkadziesiąt lat, nim Syria podniesie się z gruzów. Ktoś będzie musiał w tym pomóc finansowo. Kto? Sojusznik. Rosja.
Drugim plusem mogą być zamówienia broni w rosyjskich zakładach przez armię Syrii. Ale trudno liczyć na wielkie i liczne zamówienia ze strony kraju, który jest w totalnej ruinie spowodowanej wojną.

 

Sytuacja na Bliskim Wschodzie, ilość ugrupowań biorących udział w walkach, ich poglądy i cele są tak skomplikowane, że można by o tym napisać kilka książek. Zamętu informacyjnego dopełniają prawdziwi dziennikarze, relacjonujący rzetelnie to, co dzieje się na miejscu i pseudodziennikarze, którzy często łączą informacje ze swoją polityczną propagandą, nie mającą poparcia w rzeczywistości. Całość uzupełniają tzw. fake newsy i niesprawdzone do tej pory informacje, które w najbliższej przyszłości mogą okazać się prawdą. Np. w USA często oskarża się byłego Prezydenta Barracka Obamę o wspieranie skrajnych, islamistycznych bojówek.

 

Opracowanie: ML

TSFE 22/12/2018

#geopolityka #bliskiwschód #geostrategia
#USAwsyrii #trumpwycofujewojskaUSAzSyrii #USaiKurdowie

Dodaj komentarz