Wenezuela: powtórka kryzysu kubańskiego. Amerykanie znów górą

Od kilku tygodni na naszych oczach rozgrywa się drugi kryzys kubański. Gwoli ścisłości, powinniśmy nazwać go kryzysem wenezuelskim. Tym razem sięgnięto po nieco inne środki, niż w czasie kryzysu kubańskiego. I być może tym razem, uda się nie tylko zażegnać niebezpieczeństwo militarne, ale również wyrwać ludzi z rąk socjalizmu, który pomimo wielkiego bogactwa narodowego, jakim jest ropa naftowa, doprowadził kraj do nędzy.


Nie będziemy się jednak zajmować powodami, dla których Wenezuela znalazła się na skraju upadku i nędzy. Co spowodowało, że USA zaangażowały się tak energicznie w wenezuelski konflikt? Czy jest to możliwe, że same, rękoma służb specjalnych, go podsyciły i odpowiednio nim pokierowały? Jest to jak najbardziej możliwe i amerykańskie działania mają stuprocentowe uzasadnienie. Absolutnie, nie chodzi o to, że „Amerykanie chcieli przejąć wenezuelskie źródła ropy”, jak twierdzi wielu „internetowych znawców”, uwielbiających spiskowe filmy z serwisu youtube, koniecznie z żółtymi napisami. Absolutnie nie chodzi o to, że Wenezuela stanowiła większe zagrożenie dla USA. Istotą problemu było co innego. I to stanowiło ogromne zagrożenie dla USA. Zagrożenie egzystencjalne dla dziesiątek milionów mieszkańców całego kraju. I było to zagrożenie spowodowane przez Rosję. Na początek przypomnijmy, czym był kryzys kubański.

By Central Intelligence Agency – http://www.gwu.edu/~nsarchiv/nsa/cuba_mis_cri/photos.htm, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10213987

 

Kryzys kubański


Kryzys kubański miał miejsce w październiku 1962 roku. ZSRR, na czele którego stal Nikita Chruszczow, rozmieścił na Kubie pociski rakietowe z głowicami jądrowymi. Było ich około 40 i znajdowały się zaledwie 150 kilometrów od amerykańskiego wybrzeża. Poza nimi, na Kubie miało znaleźć się ok. 40000 żołnierzy radzieckich, samoloty bojowe i okręty. Rozmieszczenie pocisków rakietowych naruszyło równowagę sił jądrowych. Do tej pory, wystrzelenie rakiet międzykontynentalnych przez jedną ze stron, dawało drugiej stronie do 20 minut na reakcję i odpalenie własnych rakiet (po ok. 30 minutach lotu rakiety z ZSRR mogły uderzyć w cele na terytorium USA). Rozmieszczenie rakiet tak blisko terytorium USA dawało ZSRR przewagę i pozwalało na wykonanie niespodziewanego uderzenia. Czas na reakcję i kontratak byłby wówczas diametralnie krótszy. Ogromnym zagrożeniem byłyby także rosyjskie samoloty bojowe, bazujące na Kubie i mogące przenosić taktyczne ładunki jądrowe.
Konflikt niemalże doprowadził do wybuchu III Wojny Światowej, ale niewzruszona postawa prezydenta USA, Johna F. Kennedy’ego, zmusiła Rosjan do wycofania broni z Kuby. Twarda postawa Amerykanina była zaskoczeniem dla rosyjskiego przywódcy, który uważał, że Kennedy jest miękki, ugodowy i przyjaźnie nastawiony do ZSRR. A to zachęciło Rosjanina do wykonania agresywnego manewru i przesunięcia pionków na światowej szachownicy.

By Kremlin.ru, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=34653519

 

Wenezuela – Konflikt kubański po razu drugi


Historia lubi się powtarzać. Są też państwa, które nigdy nie wyzbędą się mocarstwowych ambicji i będą o nie walczyć.
Od 2016 prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Donald Trump. Konserwatywny, prawicowy polityk, a także ceniony biznesmen, był wielokrotnie oskarżany o podejrzane kontakty z Rosją. Przeciwnicy polityczni wielokrotnie podnosili temat rosyjskich ingerencji w wybory w USA, które miały pogrążyć kandydatkę Demokratów, Hilary Clinton, a pomóc wygrać Donaldowi Trumpowi. Amerykańskiemu prezydentowi nic nie udowodniono, za to okazało się, że Hilary Clinton pomogła przejąć Rosjanom
kanadyjską firmę Uranium One właściciela dużych złóż uranu w USA. W tej sprawie wszczęto śledztwo.
W wielu mediach świata, a także w ustach wielu polityków pojawiły się stwierdzenia, że Donald Trump jest sojusznikiem Rosji i przyjacielem Władimira Putina.
Rosyjski przywódca, tak jak Nikita Chruszczow, w 1962 roku, doszedł do wniosku, że ma przed sobą przeciwnika, który ulegnie. I znów postanowił przesunąć pionki na światowej szachownicy.


Na początku grudnia wenezuelski prezydent Nicolas Maduro, wybrany na drugą kadencję, odwiedził Moskwę. 10 grudnia 2018 roku dwa rosyjskie bombowce strategiczne Tu-160 wylądowały w porcie lotniczych Maiquetta niedaleko Caracas (samoloty mają ponad 12 tysięcy km zasięgu). Był to już trzeci przelot do Wenezueli rosyjskich samolotów strategicznych, zdolnych do przenoszenia pocisków manewrujących Ch-55/102 o zasięgu ok. 3000 kilometrów. Co oczywiste, pociski mogą być uzbrojone w głowice jądrowe o mocy szacowanej na 200 kT.
Czasowe przerzucanie samolotów bojowych z pewnością zaniepokoiło amerykańskich wojskowych. Ale stało się coś znacznie gorszego i bardziej niebezpiecznego dla USA.

La Orchila – nowy kryzys kubański


Kilka dni później, po głośnym przelocie rosyjskich samolotów i ich powrocie do Rosji, pojawiła się informacja, która faktycznie, mogła zmrozić Amerykanów.
W ramach przyjaźni wenezuelsko – rosyjskiej, a kto wie, może i za odpowiednie wsparcie finansowe albo w naturze, np. w sprzęcie wojskowym, Wenezuela pozwoliła Rosjanom na budowę bazy wojskowej na wyspie Orchila, leżącej na Morzu Karaibskim.
Niewielka i prawdziwie, rajska wysepka, ma zaledwie 13 kilometrów kwadratowych powierzchni. Niestety, zamiast zamienić ją w raj dla turystów, pełen luksusowych plaż, hoteli, restauracji i apartamentowców, przynoszący duże zyski, wenezuelski prezydent zechciał zmienić wyspę w rosyjską bazę wojskową. 12 grudnia 2018 roku poinformowały o tym
“Niezawisimaja Gazieta” i “Kommiersant”.

La Orchila – Źródło Google Maps


Na wyspie mogłyby się znaleźć instalacje, które znów zagroziłyby żywotnym interesom USA.
Baza sił powietrznych byłaby pierwszą inwestycją. Kiedy na wyspie znalazłyby się rosyjskie systemy przeciwlotnicze i samoloty myśliwskie, na interwencję byłoby już za późno. Tym bardziej, na interwencję militarną. Czym bowiem skończyłoby się zbombardowanie rosyjskiej bazy z rosyjskimi żołnierzami? Świat znów byłby o krok od wojny atomowej.
A lotnisko byłoby wstępem do kolejnych inwestycji – stałych albo mobilnych (samochodowych) wyrzutni pocisków manewrujących, a także bazy morskiej, do której mogłyby wpływać rosyjskie jednostki nawodne i podwodne, także mogące przenosić broń jądrową.
Powtórzyła się sytuacja z czasów kryzysu kubańskiego. Z tym, że teraz Rosjanie zagrali lepiej i bardziej rozważnie. Czym innym jest mała wysepka na Morzu Karaibskim, czym innym rozmieszczenie rakiet „pod nosem” USA, na Kubie.


Ale, jak widać po obecnych wydarzeniach w Wenezueli, Amerykanie zagrali jeszcze lepiej.


10 stycznia 2019 roku w Wenezueli rozpoczęły się masowe protesty. Dotyczyły one legalności wyboru prezydenta Nicolasa Maduro. Większość krajów świata uznała wybory w Wenezueli za zmanipulowane. Krajowe Zgromadzenie Narodowe uznało, że wybory z 2018 roku były nieważne i obowiązki prezydenta powinien pełnić Juan Guaido, przewodniczący Zgromadzenia. Na ulicach miast doszło do wielotysięcznych protestów. Prezydent Maduro nie miał zamiaru zrzec się władzy, a na ulicach kraju polała się krew. Wenezuelczycy mają też dość socjalistycznej gospodarki, która doprowadziła ich do niebywałej nędzy.
Trudno byłoby czegoś takiego nie wykorzystać. Nie wiadomo też, czy fala protestów nie została zainicjowana przez amerykański wywiad.
W każdym razie, ponad 40 krajów na świecie, w tym USA, uznało przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, Juana Guaido, za tymczasowego prezydenta Wenezueli.
Prezydent Donald Trump nie wykluczył też interwencji zbrojnej w Wenezueli.
Rosjanie zdobyli się jedynie na wysłanie najemników do ochrony prezydenta Maduro. Na pewno nie wyślą do jego ochrony jednostek wojskowych. Wszystko wskazuje na to, że Maduro jest skończony. Nie oznacza to, że walka jest skończona. Maduro może wysłać wojsko do walki z protestującymi, ale wówczas z pewnością nie obejdzie się bez wielu ofiar po stronie cywilów. I to z pewnością spowoduje interwencję USA.


Nikita Chruszczow nie docenił Johna F. Kennedyego i przegrał na Kubie. Czy Władymir Putin powtórzył manewr swojego poprzednika i również przegrał?
Kolejnym plusem jest to, że z mapy świata zniknie kolejne, socjalistyczne państwo. A ponad trzydzieści milionów ludzi będzie mieć szansę na normalne życie w swoim własnym kraju.

Dodaj komentarz